Czerwonej czapki zabawy w piasku i marokańska lekcja cierpliwości
Czerwona czapka, jej właścicielka i M. bardzo się wyspały na Saharze. Miały do swojej dyspozycji ogromny namiot, gdyż ich gospodarz stwierdził, że lokalna tradycja i zasady życia Berberów nie pozwalają, aby kobiety spały w jednym miejscu z mężczyznami. Początkowa propozycja z jego strony sugerowała, że skoro mężczyzn jest więcej to może jednak one dwie prześpią się na zewnątrz. Zgodziły się, ale po pięciu minutach ich przerażone miny i regularne okrzyki, kiedy zdawało im się, że widzą skorpiona, załatwiły sprawę.
Czerwona czapka zazwyczaj sprawia, że jej właścicielka czuje się bezpiecznie ale w tej sytuacji nawet ona nie pomogła. Bezkres pustyni, dojmująca cisza i łypiący nad nią z góry, wciąż lekko obrażony, wielbłąd, odarły ją z resztek odwagi (na ten moment).
Wydawało się jednak, że ani O. ani jego rodzinie to nie przeszkadzało, gdyż obudzili je punkt piąta rano z uśmiechami na twarzach.

Gotowe na zapamiętanie jednego z najpiękniejszych widoków w życiu? – zapytał O. próbując zachęci je do tej wczesnej pobudki.
Po wyjściu z namiotu, powitał je cudowny krajobraz niekończącego się, mieniącego się we wschodzącym słońcu, złotego piasku.
Poruszeni podróżnicy rozpierzchli się na różne strony chcąc podziwiać ten cudowny wschód słońca z wielu perspektyw.



(Widoczne w oddali „szczyty i pagórki „’to niekończący się krajobraz pustyni.)
Saharyjski piasek jest mięciutki w dotyku, aż chce się na nim położyć.
Czerwona czapka, jej właścicielka i M. tak właśnie zrobiły.
Jednak wujek O. stwierdził, że to nie wystarczy aby prawdziwie nacieszyć się Saharą. Zaczął w szaleńczym tempie (wiek najwyraźniej nie obniża sprawności fizycznej w Maroku) ciągnąć je za nogi po piasku.
Czerwona czapka zakopała się w piasku ale jeden z uprzejmych panów Berberów z rodziny O. ją odnalazł.




Po tym szaleństwie przyszedł czas na śniadanie i kilka obowiązkowych szklanek miętowej herbaty.




Potem pozostało tylko nakarmić najważniejszych towarzyszy;

zrobić parę ostatnich zdjęć i ruszyć w drogę, by zdążyć przed nadejściem największego upału dotrzeć na ocienione miejsce – skąd miała odebrać ich taksówka.


Po kilku godzinach morderczej drogi w upale (który jednak ich dopadł) – dotarli na miejsce. To kiedy będzie taksówka? – zapytała wykończona M. Zadowolony O. odparł, że za około cztery godziny.
A co będziemy w tym czasie robić? – spytała właścicielka czapki rozglądając się dookoła po pustkowiu.

No..- zamyślił się O. – a może napijemy się herbaty?
Pili herbatę i rozmawiali a taksówka przyjechała nie za cztery a za sześć godzin. Gdy dojechali do Zagory, dziewczyny poprosiły o transport na dworzec autobusowy.
Musiały rozpocząć kolejny plan ich podróży – odkryć marokańskie wybrzeże Oceanu Atlantyckiego.
Rozkład jazdy wprawił je w osłupienie. Następny autobus dokądkolwiek był za dwa dni.
Zupełnie niezaskoczony O. zaproponował, żeby zostali w domu jego mamy i reszty kobiet w centrum Zagory i spokojnie poczekali na autobus.
Spokój – pomyślała właścicielka czapki – to chyba najważniejsza nauka, którą przywiozę z tej podróży. Z uśmiechem poszli napić się wszyscy herbaty.
Następne dni upłynęły im na wypiciu jej conajmniej kilkanaście razy, bawieniu się z rodzeństwem O., graniem w piłkę z dziećmi na ulicy, zaprzyjaźnieniu się z lokalnymi sprzedawcami dywanów i naukach arabskiego z siostrzyczką gospodarzy.
Z innej miejscowości przyjechała też kuzynka O. aby zrobić im hennę.
Była to wielka atrakcja w wiosce – przyglądało się temu conajmniej tuzin dziewczynek – zazwyczaj wykonuje się ją tam tylko i wyłącznie z okazji ślubu.






Odjechały w stronę Atlantyku, czując się bogatsze o to wyjątkowe poczucie, że świat jest piękny – dzięki dobroci i bezinteresownej serdeczności, której doświadczyły od ludzi z małej marokańskiej wioski.
A co czekało je dalej?


Jeden komentarz
Martyn_offc
Kolejna niesamowita przygoda czerwonej czapki! Chętnie sama wylegiwałabym się na tym miękkim, pustynnym piasku ❤️ jedno jest pewne – ilość herbaty wypitej na tym wyjeździe starczyła czerwonej czapce na cały rok! ?