Maroko

  • Czerwona czapka opowiada,  Maroko

    Czerwonej czapki zabawy w piasku i marokańska lekcja cierpliwości

    Czerwona czapka, jej właścicielka i M. bardzo się wyspały na Saharze. Miały do swojej dyspozycji ogromny namiot, gdyż ich gospodarz stwierdził, że lokalna tradycja i zasady życia Berberów nie pozwalają, aby kobiety spały w jednym miejscu z mężczyznami. Początkowa propozycja z jego strony sugerowała, że skoro mężczyzn jest więcej to może jednak one dwie prześpią się na zewnątrz. Zgodziły się, ale po pięciu minutach ich przerażone miny i regularne okrzyki, kiedy zdawało im się, że widzą skorpiona, załatwiły sprawę. Czerwona czapka zazwyczaj sprawia, że jej właścicielka czuje się bezpiecznie ale w tej sytuacji nawet ona nie pomogła. Bezkres pustyni, dojmująca cisza i łypiący nad nią z góry, wciąż lekko obrażony,…

  • Czerwona czapka opowiada,  Maroko

    Uparty wielbłąd i tysiąc gwiazd. Czerwona czapka spędza noc na Saharze

    Był luty ale słońce paliło tak mocno, że z braku chwilowych perspektyw na cień, właścicielka czerwonej czapki zastanawiała się czy jej nie założyć. Po chwili stwierdziła jednak, że nie chce wzbudzać jeszcze większego zdziwienia gospodarzy. Po kilkugodzinnym spacerze z oazy do Zagory, gdzie czekali na taksówkę „jak najdalej w głąb pustyni”,  couchsurfer O. i jego wujek, żywo dyskutowali o czymś,  popijając coca-cole. Patrzyli z  niepokojem na M. i właścicielkę czapki, które słaniały się na nogach, wlewając co po chwila w siebie hektolitry wody. Czapka wystawała nieco z plecaka (starając się kontrolować sytuację). Po kilku godzinach przyjechała obiecana taksówka. Po drodze dowiedzieli się, że zawiezie ich prawie pod  granicę z Algierią.…

  • Czerwona czapka opowiada,  Maroko

    Oaza, daktyle i różnice w percepcji czyli długa droga czerwonej czapki na pustynie

    M., czapka i jej właścicielka, korzystając z dobrodziejstw couchsurfingu, spędziły noc na plantacji palm daktylowych w marokańskiej oazie. Obudził je intensywny zapach miętowej herbaty i muzyka. Bębny? – zapytała na wpół-śpiąco M. Po kilkunastogodzinnej podróży przez góry Atlas i sporej dawce adrenaliny zaserwowanej im przez kierowcę autobusu, były nieprzytomne. Wyszły ze swej sypialni w tym niezwykłym „pałacu z piasku”, jak nazywał dom ich gospodarz. Zastały go na środku korytarza, gdzie skrywając się przed upalnym słońcem, śniadaniował już w najlepsze ze swoimi wujkiem i kolegami z Brazylii. Grali przy tym  na instrumentach zrobionych ze wszystkiego co było aktualnie pod ręką – kubłach, miskach i garnkach – co, o dziwo,  składało się…

  • Czerwona czapka opowiada,  Maroko

    Czerwona czapka blednie czyli o podróży z Marakeszu na Saharę

    Czerwona czapka, jej właścicielka i M., pozwoliły sobie na parę dni zapomnienia w kolorach Marakeszu. Poznając coraz lepiej zaułki i ślepe uliczki medyny, zaczęły zauważać że mimo niewątpliwego uroku słynnych miejskich ogrodów i różnorodności targowisk (o wdzięcznej dla polskiego ucha nazwie suk), miasto powoli przytłaczało je swoją komercyjnością. Postanowiły skorzystać z obecności i doświadczenia wielu podróżników w hostelu Marakesh Rouge. Z grupą chętnych udały się na kolację i nad parującą miską marokańskiej zupy hariry, debatowali o tym gdzie pojechać aby prawdziwie poznać Maroko. Ich towarzysze byli zgodni – góry Atlas i saharyjskie oazy to miejsce gdzie można poznać kraj od podszewki. Pozostało im tylko opracować jak tam dojechać i gdzie się…

  • Czerwona czapka opowiada,  Maroko

    Lekcje z Marakeszu. Czerwona czapka jedzie do Maroka!

    Czerwona czapka i jej właścicielka mieszkały kiedyś w Barcelonie. Przez rok. Spotkało ich tam wiele przygód! (O nich też kiedyś opowiedzą.) Po czasie zadomowiły się jednak w stolicy Katalonii, zaczęły bezbłędnie odnajdywać drogę do domu w gąszczu gotyckich uliczek a życie powoli zaczęło wydawać im się zbyt spokojne. Postanowiły więc, że czas zmienić na chwilę otoczenie. To był idealny moment na kolejną podróż! Padło na Maroko. (Z lotnisk w Barcelonie i Gironie można dostać się tam tanimi liniami lotniczymi a na bilety nie trzeba wcale polować dużo wcześniej.) Z przyjaciółką, plecakiem i przewodnikiem National Geographic pod pachą, ruszyły w podróż do Marakeszu. Czerwona czapka nieomal została pominięta – mimo lutego…