Czerwona czapka opowiada
Opowieści podróżnicze czerwonej czapki
-
Ważne rozmowy
Czyli o czym myślę przy bieganiu Drzewa były ciemne i ponure. Teraz cieszyć się mogły nimi tylko kruki lub wrony, a może nawet i gołębie, które z daleka zyskiwały nagle jakiegoś majestatu. Biegła alejką, tą samą alejką co zawsze, ale uderzyła ją pewna myśl. Kiedy ona zajmowała się tysiącem małych i większych spraw w ciągu roku, wszystko się zmieniało. Drzewa były niezwykle zajęte. Najpierw zieleniły się w słońcu, potem mieniły jesienią, a teraz stały, tak po prostu. Wyobrażała sobie, że zaakceptowały swój los i pozostało im tylko czekać na nadchodzącą właśnie zimę. Czy którakolwiek z jej spraw była ważniejsza niż to, że liście już opadły z drzew? Ilość ptaków na…
-
Dom wspomnień
Wczoraj, dziś i jutro. Refleksje z Pałacu w Gołkowicach. Wspomnienia są jak stare listy, kartki i zdjęcia. Z czasem zamazują się trochę, a potem tusz całkiem znika i ciężko nam cokolwiek zobaczyć. Czasem wracamy potem do nich, a później już tylko przy świątecznych porządkach przekładamy z miejsca na miejsce. Ponoć zmysłem najsilniej przenoszącym wspomnienia jest węch. I czasem takie zupełnie stare, zakurzone wspomnienie pisane niewidocznym już tuszem, wraca do nas nagle. Uderza nas w zupełnie nieoczekiwanym momencie. I tak na przykład wchodzę gdzieś i nie z tego ni z owego, czuje ten jedyny w swoim rodzaju zapach smażonych na maśle pierogów. Babcia uśmiecha się z kuchni, jedną ręką przygotowując dla…
-
Rób to co kochasz a cały świat stanie za Tobą murem. O niezwykłej bibliotece Pietro Tramonte.
Ostatni dzień w Palermo przyniósł Czerwonej Czapce niespodziewane spotkanie z pełnym pasji człowiekiem. Poznajcie Pietro Tramonte!
-
Tacy sami
We wszystkich miastach We wszystkich domach W kółko nadchodzi ta sama pora Są śniadania wesołe i samotne obiady Kłótnie są na chwile i słońca zachody Wszystko po to by rano wspólnie zaczynać dzień nowy Tak się kręci życie W Palermo, Barcelonie i Opolu Tak samo smucą się matki W Nowym Jorku i Koniecpolu Ta dziewczyna co tak strasznie Po chłopaku swoim płacze I pociesza ją kolega, koleżanka i przyjaciel Jeszcze pójdzie, jeszcze zacznie Znów na nowo z kimś, inaczej A ta babcia co tak boi się co rano samotności Jeszcze wyjrzy, jeszcze dojrzy Kto z sąsiadów ma dziś gości Pary mocno zakochane Pary trochę już ostygłe Będą milczeć spacerować Coś…
-
Znikająca plaża i zaczarowany autobus czyli czerwonej czapki droga do Lizbony
Czapka i jej towarzysze podróży (ciekawe kto towarzyszył komu?) już powoli zaczęli zadomawiać się w Algarve. Portugalskie wybrzeże Oceanu Atlantyckiego zachwyciło ich nie tylko niesamowitymi kolorami morza, drzew i zachodów słońca ale też egzotycznymi owocami i zwierzętami – nie wspominając nawet o psie tropiącym delfiny – który na długo pozostał w ich rozmowach. Ostatni dzień w Lagos rozpoczął się dla nich kolejnym pięknym rankiem i śniadaniem z widokiem na ocean. Mimo, że do przepięknej Praia Dona Ana (która dzięki barwnym klifom zmienia kolory w ciągu dnia – zdjęcia w poprzednich postach – mieli tylko kilka minut spaceru a swoisty, niesamowity „most” z klifów Ponta de Piedade był niedaleko nich (zdjęcia…
-
Pies na delfiny czyli czerwona czapka odkrywa faunę Algarve
Drugi dzień w Portugalii rozpoczął się dla czapki, właścicielki i Ł. niespodziewanym hałasem, który wyrwał ich z głębokiego snu. Coś lub ktoś tłukł się po mieszkaniu. Zaspany Ł. otworzył drzwi pokoju i wtedy wtargnęła do niego czarna kulka z niebieskimi oczami, która okazała się być pięknym i młodym kotem właścicieli. Kot ewidentnie szukał towarzystwa do zabawy, bo zaczął niebezpiecznie zbliżać siebie i swoje pazurki w stronę czapki. Właścicielka znalazła mu alternatywę a przerażoną czapkę założyła na głowę. Był to w końcu czas na kolejną przygodę – postanowili poprzedniego dnia, że dziś zobaczą delfiny! Po śniadaniu rozpoczęli długi spacer do portu w Lagos. Była to przyjemna droga – upał nie zdążył…
-
Pastelowy zawrót głowy czyli pierwsza część przygód czerwonej czapki w Portugalii
Czerwona czapka w poprzednich postach tego bloga opowiedziała o swoich przygodach w Marakeszu i na Saharze. I to nie koniec jej przygód w Maroku. Pojawią się ich kolejne części. Musiała jednak na miesiąc przerwać swoją opowieść i wspominanie rozpalonej słońcem Afryki, gdyż ruszyła odkrywać nowe lądy. Właścicielka czapki od dawna marzyła żeby odwiedzić bajkowe wybrzeże Portugalii. Czerwona czapka (z niemałą pomocą Ł. ) zarządzili – dosyć tego czekania! Czas pojechać już! Cóż było robić? Właścicielka czapki odkurzyła dawno kupione przewodniki i mapy i zabrała się do planowania. Udział czerwonej czapki w tej podróży był niepewny – zapowiadane były upały. Poza tym, wełniana czapka zajmuje jednak trochę miejsca w plecaku. Udało…
-
Czerwonej czapki zabawy w piasku i marokańska lekcja cierpliwości
Czerwona czapka, jej właścicielka i M. bardzo się wyspały na Saharze. Miały do swojej dyspozycji ogromny namiot, gdyż ich gospodarz stwierdził, że lokalna tradycja i zasady życia Berberów nie pozwalają, aby kobiety spały w jednym miejscu z mężczyznami. Początkowa propozycja z jego strony sugerowała, że skoro mężczyzn jest więcej to może jednak one dwie prześpią się na zewnątrz. Zgodziły się, ale po pięciu minutach ich przerażone miny i regularne okrzyki, kiedy zdawało im się, że widzą skorpiona, załatwiły sprawę. Czerwona czapka zazwyczaj sprawia, że jej właścicielka czuje się bezpiecznie ale w tej sytuacji nawet ona nie pomogła. Bezkres pustyni, dojmująca cisza i łypiący nad nią z góry, wciąż lekko obrażony,…
-
Uparty wielbłąd i tysiąc gwiazd. Czerwona czapka spędza noc na Saharze
Był luty ale słońce paliło tak mocno, że z braku chwilowych perspektyw na cień, właścicielka czerwonej czapki zastanawiała się czy jej nie założyć. Po chwili stwierdziła jednak, że nie chce wzbudzać jeszcze większego zdziwienia gospodarzy. Po kilkugodzinnym spacerze z oazy do Zagory, gdzie czekali na taksówkę „jak najdalej w głąb pustyni”, couchsurfer O. i jego wujek, żywo dyskutowali o czymś, popijając coca-cole. Patrzyli z niepokojem na M. i właścicielkę czapki, które słaniały się na nogach, wlewając co po chwila w siebie hektolitry wody. Czapka wystawała nieco z plecaka (starając się kontrolować sytuację). Po kilku godzinach przyjechała obiecana taksówka. Po drodze dowiedzieli się, że zawiezie ich prawie pod granicę z Algierią.…
-
Oaza, daktyle i różnice w percepcji czyli długa droga czerwonej czapki na pustynie
M., czapka i jej właścicielka, korzystając z dobrodziejstw couchsurfingu, spędziły noc na plantacji palm daktylowych w marokańskiej oazie. Obudził je intensywny zapach miętowej herbaty i muzyka. Bębny? – zapytała na wpół-śpiąco M. Po kilkunastogodzinnej podróży przez góry Atlas i sporej dawce adrenaliny zaserwowanej im przez kierowcę autobusu, były nieprzytomne. Wyszły ze swej sypialni w tym niezwykłym „pałacu z piasku”, jak nazywał dom ich gospodarz. Zastały go na środku korytarza, gdzie skrywając się przed upalnym słońcem, śniadaniował już w najlepsze ze swoimi wujkiem i kolegami z Brazylii. Grali przy tym na instrumentach zrobionych ze wszystkiego co było aktualnie pod ręką – kubłach, miskach i garnkach – co, o dziwo, składało się…