Znikająca plaża i zaczarowany autobus czyli czerwonej czapki droga do Lizbony
Czapka i jej towarzysze podróży (ciekawe kto towarzyszył komu?) już powoli zaczęli zadomawiać się w Algarve. Portugalskie wybrzeże Oceanu Atlantyckiego zachwyciło ich nie tylko niesamowitymi kolorami morza, drzew i zachodów słońca ale też egzotycznymi owocami i zwierzętami – nie wspominając nawet o psie tropiącym delfiny – który na długo pozostał w ich rozmowach.




Ostatni dzień w Lagos rozpoczął się dla nich kolejnym pięknym rankiem i śniadaniem z widokiem na ocean. Mimo, że do przepięknej Praia Dona Ana (która dzięki barwnym klifom zmienia kolory w ciągu dnia – zdjęcia w poprzednich postach – mieli tylko kilka minut spaceru a swoisty, niesamowity „most” z klifów Ponta de Piedade był niedaleko nich (zdjęcia powyżej) to podczas ich pobytu zakochali się najbardziej w trochę dalej położonej plaży Praia do Camilo.

Stojąc na wysokim klifie i patrząc na ten niewątpliwy cud natury (plaża ta znalazła się na zaszczytnym miejscu na liście najpiękniejszych plaż świata) chciałoby się zanurzyć od razu w niesamowicie niebieską wodę oceanu i opalać w otoczeniu malowniczych klifów. Nie jest to jednak takie proste – najpierw musimy zejść po wielu drewnianych schodach a potem znaleźć sobie miejsce na – obleganej mimo trudności – plaży.

Właścicielka czapki i Ł. pierwszego razu na Praia do Camilo mieli szczęście – udało im się znaleźć miejsce przy samej wodzie! Po krótkiej kąpieli, położyli się i zabrali za lekturę na ręcznikach, kiedy nagle fale obmyły ich prawie całych. Nie tylko ich! M. w ostatniej chwili podniosła czapkę. Kapelusz Włoszki obok nie miał tyle szczęścia – fala porwała go i wyniosła w przestworza oceanu. Przerażona losem kapelusza, M. włożyła czapkę głęboko do plecaka. Przenieśli ręczniki o wiele wyżej, prawie przy samych schodach. Ł. patrzył i mierzył coś poważnie po czym oświadczył – „Plaży ubyło jakieś 30 %”. Zdziwieni tym faktem ale wciąż zrelaksowani, zaczęli znowu korzystać ze słońca. Po niecałej godzinie atak fal na plażowiczów się powtórzył, tylko tym razem nie było za bardzo gdzie uciekać. Wszyscy rzucili się do ratowania swoich rzeczy. Malownicze klify i łuki skalne zostały zalane wodą. I tak właśnie odkryli, że Praia do Camilo jest najpiękniejsza to fakt – ale trzeba się nią cieszyć popołudniu bo od godziny 12-ej , sukcesywnie, przypływ codziennie zabiera sobie jej kawałek po kawałku i oddaje następnego ranka.


W swym ostatnim dniu w Lagos, nauczeni doświadczeniem, wiedzieli, że muszą wybrać się na Praia do Camilo wczesnym rankiem. Resztę dnia postanowili przeznaczyć na wyprawę kajakiem po grotach. Czapka od razu została zakwalifikowania do pozostania w plecaku, zwłaszcza po traumatycznych doświadczeniach z falami innych nakryć głowy.
Na południowym wybrzeżu Portugalii znajduje się kilkaset mniejszych i większych grot. Mimo szczerych chęci, M i Ł. nie byliby w stanie zobaczyć ich wszystkich wpław, dlatego zdecydowali się na wypożyczenie kajaków. To był strzał w dziesiątkę! Niesamowite kształty i sklepienia słynnych „grutas” robiły wrażenie i wprawiały w zadumę. Najpiękniejszą z nich jest zapewne grota Benagil i zamknięta w niej maleńka plaża Praia Benagil.




Inne ulubione groty z tej wyprawy to miedzy innymi „grota miłości”, z wiadomych przyczyn tak nazwana.

W ten sposób pożegnali się z Lagos i ruszyli w stronę ostatniego przystanku przed wyczekiwaną przez M. Lizboną.
Figueira – maleńka wioska w okolicach Sagres – skusiła ich obietnicą noclegu w hostelu zlokalizowanym w busie w okolicach najpiękniejszych z dzikich plaż. Czy obietnica się spełniła? Jechali na miejsce próbując odpowiedzieć na to samo pytanie…

